Translate

czwartek, 28 kwietnia 2022

10 lat

 
   


   Kurka wodna, to już dziesięć wiosen odkąd powstał w blogosferze sudeciarz, czyli wędrowiec czysto sudecki. 28 kwietnia 2012 roku pojawił się mój pierwszy wpis i dalej już poszło, choć nie zawsze bezproblemowo. Ciągle niestety brakuje czasu na pisanie, nie zawsze jest nastrój i nieraz nie staje po prostu sił. Ale jakoś powoli toczy się ten wehikuł. Takie jubileusze przywołują wspomnienia, a jest co pamiętać, gdyż przez ten okres odbyłem wycieczek liczonych w setki, udokumentowanych zdjęciami a czasem filmami. Z okazji rocznicy, rażony nieco ckliwością, pozwalam sobie na małą blogową retrospekcję.
   Pierwszą wycieczką była ta na Włodzicką Górę, zaczynająca zdobywanie Korony Sudetów Polskich, która to zmotywowała mnie wówczas do systematycznych wędrówek. Dziś stoi tam zrekonstruowana wieża widokowa, którą zresztą odwiedziłem już kilka razy, ale w 2012 była to ruina, na której wejście odbywało się na własne ryzyko. Miało to swój urok.

   Podobnie jak imprezy, wycieczki mogę podzielić na te niezapomniane oraz te niezapamiętane, z tym, że przyczyna tej amnezji jest zupełnie inna. Po prostu w ilości wypraw i wrażeń z nimi związanych,  umyka gdzieś z pamięci część z nich, lecz na szczęście są zdjęcia, które szybko przywołują obrazy przeszłości. Dzięki nim widać jak bardzo niektóre miejsca się zmieniły, gdy porówna się ze współczesnością. Np. Gardzień, najwyższa góra we Wzgórzach Ścinawskich, z takim potencjałem widokowym, zdemolowana przez kamieniołom melafiru, wypadła z listy szczytów do zdobycia.

    Podobny los spotyka górę Przykrzec, najwyższe wzniesienie Garbu Dzikowca w Górach Sowich.

    Dziś powstaje dużo nowych wież widokowych na szczytach, ale ja mam satysfakcję z pobytu na tych wierchach jeszcze sprzed epoki wieżowcowej. Wierzchołek Borowej był niewielką polaną z paleniskiem na środku, bez żadnych możliwości obserwowania okolicznych krajobrazów.

    Trójgarb podobnie.

    Z tych najbardziej zapamiętanych wycieczek utkwiły mi szczególnie te rzeczne, co pewnie ma związek z moją fascynacją górskimi potokami. Spacer Doliną Białej Łaby mam wyryty głęboko, bo przeżycia były wówczas prawie ekstatyczne, szczególnie satysfakcjonowała mnie mnogość wodospadów.

    Zupełnym odkryciem był dla mnie potok Bogoryja w Masywie Śnieżnika, wzdłuż którego wędrowałem pewnego majowego ranka. To było coś, co chciałbym jeszcze kiedyś powtórzyć, mimo iż nie przepadam chodzić w te same miejsca w krótkim odstępie czasu.

    Nazbierało się tych sudeckich wycieczek przez 10 lat, odwiedziłem większość tutejszych pasm i nawet mam swoisty ranking ulubionych. I wcale nie są na jego szczycie Karkonosze, bo pomimo pięknych widoków i wysokości, to przed oczami mam tabuny turystów udeptujących przeważnie Główny Grzbiet. Moim ulubionym zakątkiem Sudetów jest ziemia kłodzka a tam przede wszystkim Stołowe (choć tłumy tu także potrafią zniechęcić, ale głównie do popularnych miejsc), Bialskie, Orlickie, Masyw Śnieżnika. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy ma prawo do korzystania z uroków gór, dlatego też nie złorzeczę na turystów, tylko staram się tak obierać trasy wypraw, aby nie trafiać na duże skupiska ludzi lub co najwyżej robić to krótkotrwale, bo jednak masy ludzkie nierozerwalnie kojarzę z hałasem a nie po to uciekam w przyrodę, by mieć na jej łonie miejskie klimaty. Dzięki takiej taktyce poznałem wiele miejsc, w które nie docierają szlaki turystyczne a tym samym rzesze mniej zorientowanych terenowo wędrowców. I stałem się również dzięki temu odkrywcą, dla siebie. Mam nadzieję, że ta przygoda jeszcze trochę potrwa. I dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy tu od czasu do czasu zaglądają.
      
        
        
        
        











6 komentarzy:

  1. Tomku, przede wszystkim moje szczere gratulacje z okazji okrągłego jubileuszu! 10 lat, to nie byle co. Fajną retrospekcję zapodałeś, choć przy mnogości wycieczek jaką odbyłeś przez ten czas, to jedynie znikomy skrawek. Ale zdaję sobie sprawę z faktu, że gdybyś chciał naprawdę solidnie powspominać, to materiału starczyło by na przynajmniej kilkanaście podobnych wpisów. ;)
    Nie ukrywam (zresztą niejednokrotnie Ci o tym wspominałem), że ogromnie zazdroszczę Ci położenia oraz faktu, że góry masz zawsze "pod nosem". Wiadomo, są pasma bliższe i dalsze, ale świadomość że zawsze możesz wyjść za próg domu i...już jesteś w Sudetach, to dla mnie powód wystarczający. Być może Ty już podchodzisz do tego trochę inaczej, bo przecież ile można patrzeć na Ruprechticki Szpiczak. Pewnie teraz wolałbyś już Szczeliniec lub Śnieżnik, ale... ;) Tak czy inaczej, położenie daje Ci fajne możliwości, do wprowadzania w życie planów, związanych z ciekawą sudecką wędrówką. Osobiście Twój blog uważam za jeden z najlepszych o tej tematyce, zaś jego specyfika bezsprzecznie polega na tym, że mając pospołu duszę wędrowca ale i odkrywcy, docierasz w miejsca naprawdę niezwykłe, nieskalane piętnem masowej turystyki oraz etykietkami z napisem "must see". Zatem zamiast czytać relację z kolejnego, entuzjastycznego szturmowania Śnieżki, albo uganiania się po labiryncie Błędnych Skał, wolę Twoje wyprawy wzdłuż górskich potoków, bądź odnajdywanie starych ścieżek, gdzieś na peryferiach najbardziej z zapomnianych sudeckich pasm. Jest mi to o wiele bliższe i cieszę się, że mamy w tym względzie podobne spostrzeżenia. Żywię więc nadzieję, że ten jubileusz będzie przyczynkiem do kolejnych Twoich niezwykle interesujących przedsięwzięć na tym polu, owocując niebagatelnymi relacjami na niniejszym blogu. Tobie zaś, da satysfakcję, dużo frajdy i moc prawdziwie niezapomnianych momentów. Liczę również, że może za pewien czas znów uda nam się uskutecznić jakąś wspólną łazęgę po terenach, które dla nas obu będą stanowić nie lada gratkę. Pozdrowionka i...do zobaczenia na sudeckim szlaku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo Wojtku za miłe słowa. Twój komentarz jest dla mnie tak piękną laurką, aż mi się lica zarumieniły:) Wspominając początki bloga i zestawiając tamte wpisy z aktualnymi, sam widzę, jak on ewoluował. Ale też zamysł był początkowo inny a z czasem dochodziły coraz to nowe pomysły. Zdecydowanie wolę swoje nowsze posty, powiedzmy z ostatnich czterech, pięciu lat, wydają mi się ciekawsze i opisujące znacznie bardziej interesujące miejsca. I ciągle się zmienia, bo mój sposób patrzenia na Sudety także już jest inny niż dawniej. Kto wie, jak będzie w przyszłości? Jeszcze raz dzięki i do zoba.

      Usuń
  2. ładna opowieść
    10 lat w mgnieniu oka odleciało, ale co tam lata

    a figurka na ostatnim zdjęciu to skąd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę po zdjęciach, oczywiście ze swoją fizis, znaczący upływ czasu, ale godnie to znoszę. Ledwie dziesięć lat temu ciało było smuklejsze, włosy gęstsze i ciemniejsze, także wzrok był "sokolszy" i słuch lepszy;)
      Figurka na ostatnim zdjęciu znajduje się w Radkowie na ulicy Leśnej pomiędzy budynkami nr 1 i 4.

      Usuń
  3. Doskonale pamiętam nasz pierwszy kontakt z początków Twojego bloga, jak zapytałem się jak najprościej dotrzeć na wzgórze Sas, bo byłeś wtedy jedynym źródłem informacji w internecie na ten temat :) Korona Sudetów Polskich w owym czasie to u mnie dokładnie takie same wspomnienia jak opisałeś - historia ruiny wieży na Górze Włodzickiej czy nieistniejącego dziś szczytu Gardzień, moje fotki tak jak u Ciebie są już tylko czysto historyczne. Zaglądam, szczerze pisząc, rzadko od czasu do czasu na Twój blog jednak muszę napisać, że kilkukrotnie to co opublikowałeś było motywacją dla mnie bym tam też zaglądnął przy chwili wolnego czasu i pobycia w pobliżu. :) Dlatego opisuj dalej gdzie byłeś i co widziałeś. Permanentny brak czasu na opisywanie rozumiem, też tak mam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za pamieć i uznanie. Wszyscy miłośnicy górskich wędrówek wiedzą, że nie potrzeba szczególnych zachęt do wyruszenia na szlaki, bo same góry są wystarczającą przyczyną takiej potrzeby. Natomiast niewątpliwie do dzielenia się wrażeniami i okolicznościami tychże wyjść, motywacją są komentarze i ogólnie zainteresowanie czytelników, które, prócz lekkiego połechtania ego, prowokują do większej intensywności i starań. Niestety u mnie, jak u większości ludzi, hobby, jest tylko odskocznią od codzienności, rzadko się zdarza komuś mieć luksus wypełniania każdego dnia tym, co się lubi lub nawet kocha. Pozostaje zatem tylko niecierpliwe oczekiwanie na weekend lub inne wolne dni i planowanie.

      Usuń